piątek, 13 grudnia 2013

Wspomnienia - Część 3. [NejiTen]

Tak, od poprzedniej części minęły ponad trzy miesiące. 
Tak, możecie mnie zjechać w komentarzach.
Tak, jestem okropną osobą i wstydzę się tego TT^TT
I tak, proszę o wybaczenie m(_ _)m
Jak skończę tę partówkę, skończę też bloga. A przynajmniej zawieszę. Myślę, że dalej będę pisała jednopartówki i po prostu jak się ich więcej nazbiera, to zacznę dodawać ;) Ale polecam nie robić sobie nadziei, że nadejdzie to wcześniej niż pół roku albo więcej, wybaczcie xD
No ale nie przedłużam już, zapraszam do czytania ;*

~*~

Hinata z Hanabi przy sobie zadzwoniła do drzwi domu Tenten. Tak, jak się spodziewała, otworzyła jej mama koleżanki. Jednakże tym razem wyglądała na zadowoloną, jakby coś dobrego się wydarzyło. Od razu pomyślała o Nejim. Może dzięki niemu coś się zmieniło?
- Dzień dobry - przywitała się grzecznie.
- Dzień dobry - zawtórowała jej kobieta. - Tenten wyszła, ale jeśli chcesz, możesz na nią poczekać.
            Dziewczyny spojrzały na nią szeroko otwartymi oczami, a zaraz potem na ich twarzach wykwitły ogromne uśmiechy. Nareszcie zrobiła krok naprzód!
- Nie, przyjdę później - powiedziała i odbiegła. Domyślała się, gdzie może być i tam też kierowała swoje kroki. To miejsce, które zawsze uwielbiała - dojo, oczywiście!
                Otworzyła drzwi i niemalże od razu zobaczyła Tenten w białym stroju. Ćwiczyła. Wyglądała na skupioną i zdeterminowaną – zupełnie jak kiedyś, co naprawdę bardzo ucieszyło Hyuugę. Neji naprawdę zrobił swoje.
- O, cześć - Tenten się do niej uśmiechnęła. - Skąd wiedziałaś, że tu będę?
- Nie trudno było się domyślić - odparła wesoło Hinata. - Znowu ćwiczysz? - zamknęła za sobą drzwi i weszła dalej, następnie siadając na ławce. Tenten zrobiła to samo i wyjęła butelkę wody.
- Tak - skinęła głową. - Neji powiedział, że powinnam znowu zacząć.
- Właśnie, gdzie on jest? - zapytała Hyuuga. Nigdzie go nie widziała, co było raczej dziwne. Po nim spodziewała się raczej tego, że będzie przy Tenten dzień i noc. Że nie zostawi jej samej ani na chwilę (co pewnie i tak by jej pasowało).
- Jak to: gdzie? - zdziwiła się brunetka. – Jest przecież tutaj – wskazała ręką na pustą przestrzeń.
- Co? - spytała cicho Hinata. Nie było go tam. A raczej... ona go nie widziała.
- Nie widzisz go? - spojrzała na nią niepewnie. 
- Nie, to pewnie przez… przez zmęczenie, właśnie! Przez chwilę wydawało mi się, że go nie widzę i… tego. Ale już jest – kłamała. Neji wiedział o tym najlepiej, dla niego było to oczywiste, że Hinata już nie może go zobaczyć. I domyślał się, co może być tego przyczyną. Tak samo jak u Lee. Ale postanowił, że nic nie powie; najlepiej będzie jeśli jego kuzynka zrobi to sama. Bo miał nadzieję, że w końcu przyzna się Tenten. – W każdym razie, mam do ciebie małą sprawę – szybko zmieniła temat. – Przepraszam, ale powiedziałam o wszystkim Hanabi. Chciała porozmawiać z Nejim. Może? – spojrzała w stronie, gdzie powinien być jej kuzyn.
- Mnie nie pytaj – uśmiechnęła się lekko. Hinata uznała, że brunet się zgodził, więc zawołała siostrę, która nieśmiało weszła do sali, zamykając za sobą drzwi. Kiedy tylko zobaczyła, że to prawda, że Neji naprawdę tam jest, podbiegła do niego i chciała go przytulić. Na szczęście w porę zauważyła, że jego ciało lekko prześwituje, więc prawdopodobnie wylądowałaby na podłodze.
- Cześć, Hanabi – uśmiechnął się do niej.
- Jakie: cześć?! – krzyknęła. – Po tym, co się stało, po twojej śmierci, witasz się ze mną jakbym przyszła w odwiedziny?! – zbulwersowała się.
- A nie przyszłaś? – uniósł brwi, na co dziewczyna momentalnie się zmieszała. No w sumie teoretycznie po to przyszła.
- Aaach, nieważne! – burknęła, zakładając ręce na piersi. W tym momencie wyglądała jak małe dziecko. Neji zaśmiał się cicho pod nosem. Była taka, jak być powinna: dziecinna, nerwowa, trochę nierozgarnięta. To jest prawdziwa Hanabi, którą kocha, a nie ta ponura dziewczyna bez cienia uśmiechu na twarzy, którą obserwował przez te ubiegłe trzy tygodnie.
- No więc, o czym chciałaś ze mną pogadać? – zapytał.
- Przyszłam sprostować parę bardzo ważnych spraw! – oznajmiła mu. – Zacznijmy od najważniejszego punktu dzisiejszej przemowy: jesteś debilem, głupkiem, idiotą i w ogóle nie wiem, jak ty się na Todai dostałeś – powiedziała jednym tchem, co skołowało Nejiego. – Skoro jesteś geniuszem, to czemu, do cholery, nie poradziłeś sobie z tą pieprzoną chorobą w jakiś megacudowny sposób?! Przecież mogłeś z tego wyjść, nie? Wcale nie musiałeś umierać! Nie musiałeś nas zostawać! Wiesz, ile ciocia przez ciebie płakała? Ile płakała mama? Albo tata? Zdajesz sobie sprawę, jak bardzo to wszystko boli? Od kiedy cię nie ma, nasz dom jest kompletnie inny. Nie potrafię znaleźć sobie w nim miejsca. Wszystko, dokładnie wszystko, przypomina ciebie, debilu – pociągnęła nosem, schylając głowę, żeby mu czasem nie pokazać swojej żałosnej miny. – I nie ma mi kto wytłumaczyć matmy. Hinata się do tego nie nadaje – burknęła.
- Wiesz, geniusz a cud to trochę różne sprawy – odparł z niewielkim uśmiechem. – To nie ja decyduję o tym, czy umrę. Ani lekarze. Widziałem, jak ich wszystkich pięknie powyklinałaś – dodał z dezaprobatą. – Ja też wolałbym żyć. Nie chciałem patrzeć na was wszystkich w takim stanie. Jesteś o wiele ładniejsza, kiedy się uśmiechasz – stwierdził. – Żaden chłopak nie odważy się być twoim sługu… to znaczy, żaden nie odważy się zaprosić cię na randkę, jeśli będziesz chodziła z taką posępną miną! – zażartował.
- A co mnie chłopcy obchodzą? – burknęła, w dalszym ciągu na niego nie patrząc. – Ciebie nie ma.
- Tak jak myślałem, będziesz starą panną z kotami – prychnął nieco prowokacyjnie. – Oj, kochana, wujek będzie zdruzgotany – pokręcił głową, niby załamany. – Myślę, że nad twoim chłopakiem też chciał się poznęcać psychicznie – stwierdził. Nagle Hanabi się roześmiała. Mimo łez, na jej twarzy zagościł duży, promienny uśmiech.
- Chyba jednak chcę mieć chłopaka – odpowiedziała wesoło, na co brunet się wyszczerzył. Brakowało mu jej ślicznego uśmiechu. – Ale to i tak nie znaczy, że ci wybaczam! – uprzedziła go. – Jak tylko będę w stanie, to ci skopię tę twoją duchową dupę!
- Mhm, pewnie, czekam z niecierpliwością – parsknął śmiechem.
            Tenten patrzyła na nich z uśmiechem. Zawsze wiedziała, że rodzina dla Nejiego naprawdę wiele znaczy. On naprawdę bardzo ich wszystkich kochał, dbał o nich i chronił, jak mógł. Ale dopiero w takich momentach uświadamiała sobie, że Neji jest naprawdę wspaniałą osobą. Tak łatwo sprawił, że Hanabi się uśmiechnęła, że zaczęła być prawdziwą sobą. Zapewne chciał po prostu zobaczyć swoją ukochaną kuzynkę wesołą i zrobił wszystko, żeby tak się stało. Po prostu mu na niej zależało.

* * *

            Neji szedł korytarzem szkoły cały zdenerwowany i onieśmielony. Zabije Lee. Trzepnie. Kopnie. Zabije. On mu po prostu coś zrobi. Ten głupi debil naopowiadał Tenten jakichś bzdur na jego temat! Że niby jest jego muzą, damą serca, nimfą i inspiracją! Jaką, kurde, nimfą?! Nagle stwierdził, że chce iść na literaturę?!
            Otworzył drzwi do klasy z hukiem, strasząc tym większość uczniów w niej przebywających. Widząc go, Lee uśmiechnął się szeroko i promiennie, natomiast Hyuuga zmroził go wzrokiem, podchodząc do niego. W jakiś dziwny sposób wydzielał aurę grozy, która mogłaby zabić, gdyby ktoś zbliżył się do chłopaka zbyt blisko, na co narażony był właśnie Lee, bo Neji wziął go za fraki i zaczął mordować wzrokiem.
- Jaka dama serca?! Popierdzieliło cię?! – krzyknął. – Coś ty jej naopowiadał, bęcwale?!
- Och, już się dowiedziałeś? – z twarzy chłopaka dalej nie schodził ten wkurzający dla Nejiego uśmieszek. – Dziwnie mi dziękujesz, no naprawdę – udał, że jest zasmucony jego niegrzeczną postawą.
- Haha. Dziękować. No chyba kpisz – zaśmiał się, ale w połączeniu z tą jego chęcią mordu wypisaną na twarzy, wyszedł z tego jakiś diaboliczny śmiech, który przeraził chyba wszystkich w klasie. – Oddawaj mi mój honor, dobre imię i opinię – zaczął nim trząść. Wydawał się być całkiem bardzo zdesperowany.
- To chyba te wartości, których nie da się odzyskać, nie? – zastanowił się Lee.
- Ty naprawdę chcesz umrzeć – przeszył go wzrokiem.
- Nie, no skąd! – zaprzeczył energicznie. – Ja chcę tylko twojego dobra! No stary, już rok się nosisz z tą miłością! Musiałem coś zrobić! – wyjaśnił.
- Nie zamierzam jej tego tak od razu wyznawać!
- Od razu?! Mamy chyba inne pojęcie czasu, przyjacielu – poklepał go po ramieniu.
- To całkiem możliwe. Uwzględniając Teorię Względności Einsteina, to…
- STOP – Lee zatrzymał go, nim ten zaczął się rozwodzić nad jakimiś nienormalnymi sprawami związanymi z fizyką czy tam chemią. Nie pamiętał, od czego był Einstein. – W każdym razie, teraz czy później musisz pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy – powiedział z powagą Lee, a Neji spojrzał na niego zdziwiony. Niby o czym miał pamiętać? – Pamiętaj, żeby ubrać przyjaciela – oznajmił mu. Hyuuga przez dobrą chwilę zastanawiał się, o czym on, do loda wafla, pieprzy, ale kiedy już ogarnął, o co mu chodziło, zarumienił się na całej twarzy. No i momentalnie stwierdził, że takiego trzeba ubić natychmiastowo, żeby czasem środowiska nie zanieczyszczał.
- Chodź no tu, ty pierdzielony gnojku! – warknął niebezpiecznie, na co Lee się roześmiał i wybiegł sprintem z pomieszczenia. A co go obchodziły krzyki nauczycieli, że nie wolno biegać po korytarzu? Jego życie było przecież zagrożone!
            Zerknął do tyłu i to był błąd. Neji zbliżał się do niego w zastraszającym tempie i z widocznym zamiarem zamordowania go na miejscu. Minęło parę sekund i już zrównał się z Lee, po czym chamsko podłożył mu nogę.
- Chodź no tu – pociągnął go za kołnierz, po czym ciągając go tak po całej szkole, zaprowadził go do Tenten. – Ten ono debil ma ci coś do powiedzenia. PRAWDA!? – spojrzał na niego wzrokiem, który prawdopodobnie mógł zabić. Dobrze, że Lee na niego nie popatrzył.
- Błagam o wybaczenie. Zrobiłem sobie jaja z mego zacnego przyjaciela. Ale nie jest on na tyle kompatybilny, by uznać prawdziwość swych uczuć i teraz maltretuje mnie i znęca się nade mną psychicznie za swe własne niekompetencje w tej materii, zwanej miłością – powiedział, wprawiając w osłupienie dziewczynę. – Ale niemniej jestem z niego dumny. Już od roku tkwi w krainie miłości, ten nasz aniołek – udał, że się wzrusza. Natomiast Nejiemu zaczęła drżeć pięść.
- Wybacz mi jego NIEKOMPATYBILNOŚĆ i NIEKOMPETENCJĘ – warknął, uśmiechając się do koleżanki przyjaźnie. Ale było to raczej przerażające z racji tego, że jego przyjaciel właśnie się dusił przez niego. – Zbyt dużo czasu poświęca na sport. Z tego przegrzania, mózg mu już wyparował. Miłego dnia życzę – ukłonił się grzecznie i odszedł, dalej nie puszczając Lee, którego ściskał niby przyjaźnie, ręką.
- Duszę się! – jęknął płaczliwie.
- I dobrze. Cierp – powiedział obojętnie Hyuuga.
- Jak możesz być tak zimny! – odparł biedny chłopak. – Ja tu się staram, żebyś sobie przygruchał fajną dziewczynę, a ty mnie dusisz!
- Gdybyś to robił w normalny sposób, to nic bym ci nie robił – stwierdził Neji.
- A jaki według ciebie jest ten normalny sposób? – zaciekawił się krzaczastobrewy.
- Hmm… Pomyślmy… - udał, że się zastanawia. – O, wiem! Siedzenie na dupie i EWENTUALNE dawanie porad.
- Taa, to faktycznie, daleko byś zaszedł – zakpił Lee. – A tak to się dowiedziałem, że być może twoja wybranka serca też coś-tam do ciebie żywi – spojrzał wymownie. Neji nagle się zatrzymał i powoli obrócił głowę, by spojrzeć na kumpla, który w tym momencie był niesamowicie z siebie zadowolony.
- Prz… - zaczął cicho. – PRZYJACIELU MÓJ TY! – wykrzyknął nagle rozradowany. – Skarbem jesteś! Uwielbiam cię! Mieć takiego kumpla jak ty to normalnie cud na ziemi! – schlebiał mu. Z wiadomego powodu, oczywiście. – A teraz mów no, czego ciekawego się dowiedziałeś – wypuścił go ze swoich „morderczych objęć” i spojrzał z zaciekawieniem.
- Po tym jak tak podle mnie potraktowałeś? – prychnął. – Nie ma mowy, mój drogi.
- Lee! – jęknął.
- Nie – odwrócił głowę.
- Lee! – tym razem już znowu przybrał bardzo, ale to baaaardzo straszną minę, która już przekonała kumpla.
- Dobra, już dobra – skapitulował. – Twa panna stwierdziła, że jesteś miłą i sympatyczną osobą. No i że jesteś inteligentny. Pytała też, czy jest możliwość, żebyś ją trochę pouczył.
- Bóg mnie kocha – odparł z euforią wypisaną na twarzy. Zdawało się, że obok niego latają małe aniołki z trąbkami oraz że jego aura z czarnej i strasznej przemieniła się w różową i jakąś taką… pełną miłości do wyrzygu. Lee miał wrażenie, że lada chwila zaatakuje go chmara wielkich serduszek, które miałyby obrazować stan zachwytu jego przyjaciela. Fuj.

~*~

No rozdział długością nie grzeszy xD
Będą prawdopodobnie jeszcze dwie części, w których dowiecie się:
1) Dlaczego Hinata już nie widzi Nejiego
2) Jak Neji i Tenten zostali parą
3) Na co chorował Neji
Mam nadzieję, że się podobało ^^
Miłego weekednu życzę~ ^.^
<idzie przygotować się na hejtowanie w komentach> xD